#dzikiblog

W poszukiwaniu flow. Część pierwsza.

Piotrek Białas
Piotrek Białas


Wprowadzenie

Wspinam się od prawie 10 lat, psychologię studiuję od dwóch. Należę do osób mających ‘słabą psychę’, czyli bardzo źle wspina mi się pod jakąkolwiek presją, nie wspominając o sytuacji zawodów, w których start zawsze kojarzył mi się z mentalnym terrorem ;). Poszukując odpowiedzi na pytania dlaczego tak się dzieje i co można zrobić, aby to zmienić przeczytałem  sporo tekstów i rozmawiałem z wieloma osobami, a obserwacja siebie i innych weryfikowała stawiane przeze mnie tezy i poznawane metody. 

Zgodnie z danymi, które znajdują się w podręczniku ‘Trening wspinaczkowy’ Erica Horsta, sukces wspinaczkowy ma 3 składowe, których udział jest identyczny wielkościowo. Nałożone na wykres kołowy prezentują się tak:

3 składowe sukcesu wspinaczkowego według Erica Horsta
3 składowe sukcesu wspinaczkowego według Erica Horsta


Złą wiadomością jest fakt, że na czynniki genetyczne nie mamy za bardzo wpływu. Dobrą jest natomiast to, że nad pozostałymi dwoma aspektami możemy pracować! Ewidentnie widać, że trening mentalny jest równie ważny co fizyczny, czas może więc obok ładowania na campusie i dokładania żelaza zgodnie z przysłowiem ‘campus, drążek, kreatyna zrobią z ciebie…”, poświęcić część swojej uwagi na to co niewidoczne, ale wciąż obecne wewnątrz nas.

W serii kilku artykułów postaram się podzielić odkryciami, których dokonałem i dla mnie okazały się bardzo ważne i czasem wręcz przełomowe. Nie znaczy to, że uważam się za mędrca, który poznał prawidła świata i teraz będzie się mądrzył. Wiedza na temat podstawowych mechanizmów psychologicznych i kilku etapów, które warto uwzględnić może okazać się pomocna w  realizacji wspinaczkowych marzeń.

Poszczególne obszary złożą się na obraz tego, jak zwiększyć swoją szansę na uchwycenie tytułowego flow.



Część 1. Cel

Prawdopodobnie każdemu z nas zdarzył się taki dzień w skałach czy na ścianie, kiedy wszystko szło idelanie. Byliśmy wyluzowani ale jednocześnie zmotywowani do mocnych wstawek. Już w momencie oderwania nóg od ziemi mieliśmy poczucie, że będziemy walczyć a muerte i że ta wstawka zakończy się wpięciem do łańcucha. To właśnie te dni, kiedy wymarzone projekty udawało się sfinalizować, kiedy po prostu ‘płynęliśmy’ przez poszczególne przechwyty.

Jednakże nieodłączną częścią tego sportu są porażki. Zawody, co do których mieliśmy wielkie oczekiwania, albo próby na trudnej drodze, które kończyły się w taki sposób, że gdyby możliwe było tylko cofnięcie czasu, wolelibyśmy tego dnia zostać w domu i raczej delektować się dobrym winem niż pójść się wspinać. "To nie mój dzień".

Osobiście przeżyłem oczywiście obydwa rodzaje sytuacji. Od jakiegoś czasu staram się analizować jakie czynniki  złożyły się na poszczególne wydarzenia- zarówno na moment, kiedy wpinałem się do łańcucha drugiej 8a w ciągu jednego dnia, lecz także kiedy spadałem w finale zawodów zanim zdążyłem zrobić nawet pierwszą wpinkę.

Bazując na wspinaczkowym doświadczeniu, obserwacji, rozmowach a także wiedzy z zakresu psychologii, uważam że jest kilka ważnych kwestii, które warto przeanalizować, jeśli chcemy spełniać nasze wspinaczkowe marzenia i mieć przy okazji dużo radości podczas całego procesu pracy nad nimi. Pierwszym etapem jest sformuowanie celu!

Piotrek na Gracias Fina, 8a, Rodellar
Piotrek na Gracias Fina, 8a, Rodellar


Jak to zrobić?

Cel powinien być mierzalny i możliwy do zrealizowania

Cel powinien być mierzalny (czyli powinniśmy być w stanie zmierzyć, czy go osiągnęliśmy, czy nie- zrobienie jakiejś drogi wspinaczkowej jest jak najbardziej mierzalne) i możliwy (jeśli za cel obierzesz sobie przejście  drogi 9a w Siuranie, a ledwo co jesteś w stanie poprowadzić 6b na ściance, to jest on w tym momencie mało realistyczny). Postawienie sobie  celu, który jest zbyt odległy, niemierzalny lub nie wynikający z naszych prawdziwych pragnień powoduje, że nasza motywacja nie będzie tak wysoka, jak mogłaby być. Ponadto wtedy, w przypadku jakichkolwiek porażek, będziemy skłonni szybciej odpuścić.

W drodze do celu głównego warto wyznaczyć sobie cele pośrednie.

Warto poświęcić trochę czasu na analizę, jakie czynniki składają się na cel główny. Dla przykładu, jeśli twoją najtrudniejszą drogą jest 7a, a do końca sezonu chcesz poprowadzić 7b, plan może wyglądać tak:

  • kwiecień: poprowadzenie w skałach 2x7a
  • maj: poprowadzenie 5x7a oraz 7a+
  • czerwiec: znalezienie drogi, która stanie się naszym projektem, a oprócz tego przejście 2x7a+
  • lipiec: praca nad projektem oraz przejście 7a OS oraz 3x7a+
  • sierpień/wrzesień: praca nad drogą i poprowadzenie jej

Stawianie sobie ‘podcelów’, które są krokami do realizacji naszego marzenia spowoduje nie tylko to, że będziemy mieć radość z pracy nad naszym 7b, ale też  podtrzyma  motywację na wysokim poziomie. Jedno z praw w psychologii mówi o tym, że najwięcej radość odczuwamy z osiągnięć, które nie są dla nas ani za łatwe (bo wtedy nie mają dla nas wartości), ani za trudne (bo wtedy wydarzają się zbyt rzadko). Przechodzenie przez kolejne stopnie trudności i budowanie ‘cyferkowej piramidy’ powoduje, że mamy dużo okazji do osiągania celów, z których mamy najwięcej radości, przy okazji stale podnosząc swój poziom.

Cel powinien być zależny od Ciebie.

Odnoszę wrażenie że jest to w wielu przypadkach element, który powoduje fale negatywnych emocji. Osiągnięcie prawidłowo określonego celu powinno być niezależne od wyniku innych osób. Na przykład postawienie sobie za cel wygrania konkretnych zawodów niekoniecznie jest niezależne od nas, gdyż może na zawodach pojawić się osoba, której siła przypomina siłę Hulka i która spaceruje dosłownie po wszystkich boulderach. W takim przypadku nawet jeśli przygotowywaliśmy się odpowiednio długo i daliśmy z siebie 120%, będziemy się czuć zawiedzeni niepowodzeniem!


W takim przypadku lepiej byłoby zastanowić się, co jest nam potrzebne, aby wygrać nasze wymarzone zawody. Powinniśmy pomyśleć nad czynnikami, które są ważne dla naszego optymalnego startu. Dla kogoś może to być zredukowanie stresu, a dla kogoś nakręcenie się pozytywne i optymistyczne podchodzenie do startu. Ważne jest, że są to kwestie zależne od nas. Jeśli uda nam się je spełnić, czyli osiągnąć te małe cele, jest bardziej prawdopodobne że zrealizujemy nasze marzenie, czyli wygramy zawody, na których tak bardzo nam zależy.

Kaprys Bogów, VI.5+
Kaprys Bogów, VI.5+

Cel to konsktrukt teoretyczny

Niezwykle istotne jest to, żeby pamiętać, iż cel jest jedynie konstruktem teoretycznym. Czyli warto go mieć, ale nie być do niego zbyt przywiązanym. Im wyżej będziemy mierzyć, tym większa staje się niestety szansa na porażkę. Sztuką jest bycie panem swojego celu i niedopuszczenie, aby to on przejął nad nami kontrolę. Odbierze to nie tylko przyjemność z całego procesu dochodzenia do niego, ale też w momencie jego osiągnięcia będziemy odczuwać raczej ulgę niż prawdziwą radość, która stanie się motorem do stawiania kolejnych, jeszcze wyższych poprzeczek i pracy nad coraz to trudniejszymi drogami czy boulderami.

Oczywiście  nie jest to magiczna recepta na sukces! Siedzenie z założonymi rękoma i stosowanie się do tych zasad nie pomoże, jeśli nie włożysz odpowiedniego wysiłku w przygotowanie treningowe. 

Nawet jeśli podchodzisz do takich analiz sceptycznie, to może warto spróbować i dać sobie szansę. Jeśli się nie uda- zyskasz cenne doświadczenie i zdobędziesz pewną wiedzę na przyszłość.  

Ale jeśli się uda… to nie dość, że zrealizujesz swoje marzenie, to w dodatku przekonasz się, że nie będzie ono końcem twoich osiągnięć, lecz dopiero preludium przyszłych sukcesów!


A Ty jaki masz cel w najbliższych miesiącach?


Piotrek Białas

TO JEST TEST

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów