#dzikiblog

W poszukiwaniu flow. Expected performance zone.

Piotrek Białas
Piotrek Białas


Wprowadzenie

Dugi artykuł z serii W poszukiwaniu flow  poświęcę dwóm zagadnieniom. Pierwszym będzie koncepcja expected performance zone. Ciężko mi znaleźć jakiś sensowny odpowiednik tego w naszym ojczystym języku. Można powiedzieć że są to takie widełki, które określają spodziewane rezultaty naszego występu na zawodach czy wyjazdu w skały. Później postaram się wytłumaczyć dlaczego tak często mówimy, że  "nie mam formy" i w jaki paradoksalny sposób te zjawiska ze sobą się łączą.

Na początku podrzucę historię z zeszłego roku, która idealnie obrazuje pierwszy temat.


Expected performance zone

Jadąc w zeszłym roku na Akademickie Mistrzostwa Polski do Katowic nie oczekiwałem zbyt wiele. Wiedziałem, że przyjedzie dużo silnych osób, należących do czołówki Polski. Z góry założyłem że swój występ w kategorii prowadzenie skończę na pierwszej rundzie, szczególnie że dzień wcześniej w innej konkurencji - bulderingu, uplasowałem się w odległej, trzeciej dziesiątce. 

W eliminacjach z liną do pokonania były dwie drogi i nie dość że na wędkę, to jeszcze jak się okazało, na czas (były po prostu za łatwe i ukończyło je dużo osób - liczył się czas w jakim się je zrobiło). Słysząc przed startem jakie czasy wykręcili moi koledzy nie miałem już wątpliwości, że na wieczorny finał mogę kupować dobre piwko, aby oglądać  zmagania z trybuny. Postanowiłem wrzucić na luz i dobrze się bawić. Chciałem sprawdzić, w jakim czasie jestem przejść te drogi i zobaczyć, ile będę odstawał od czołówki. Jednak kiedy po ukończeniu drugiej drogi podszedłem do ekranu z wynikami okazało się, że jestem... na drugim miejscu. Z jednej strony byłem oczywiście niesamowicie szczęśliwy, że dostałem się do finału tak wielkich zawodów (startujących osób było ponad 400). Z drugiej strony, gdy ustąpiła fala euforii, trochę się przestraszyłem. Zawsze wydawało  mi się, że finały są dla najlepszych, a nie dla mnie…

Reszta historii jest niezbyt porywająca- w finale z niewiadomych dla siebie powodów spadłem przy trzecim przechwycie. Łatwo winę zrzucić na magnezję w płynie, na to że chwyt mi pojechał, na to że warun słaby… ale tak naprawdę, czy zakładałem w ogóle swoją możliwość  występu w finalnej rundzie? Analizując powyższy przykład, widać wyraźnie, że nie dałem sobie nawet szansy na to, żeby poszło mi dobrze.

Rodellar
Rodellar

Nie da się zrobić najtrudniejszej drogi, powtarzając cały czas nie, to nie dla mnie, przecież ja nie robię takich trudnych dróg! Nawe jeśli są to tylko niewinne słowa, to nasz umysł działa w taki sposób, że im więcej coś powtarzamy, tym większe prawdopodobieństwo jest, że to się wydarzy. Powtarzanie niczym mantra nie umiem klinować kolan i nigdy się tego nie nauczę z pewnością nie pomoże osiągnąć sukcesu podczas pobytu w Rodellarze, gdzie umiejętność ta jest kluczowa!

Wiąże się to ze zjawiskiem samospełniającego się proroctwa. Nie jest to jedynie fikcja, gdyż wiele badań wykonanych na przestrzeni długiego okresu czasu wykazało, jak dużą siłę ma ten efekt. Jeśli myślisz, że na pewno nie uda Ci się wykonać ostatniej trudnej sekwencji po przejściu 40 metrów drogi, to mało prawdopodobne że rzeczywiście się to uda. Jeśli jednak już na poziomie słów uwierzysz, że twój projekt ma szansę powodzenia i w swoim umyśle przyjmiesz, że jest to coś, co możesz osiągnąć, twoje szanse na sukces wzrastają diametralnie! 

Corto, 8a fot. Tomek Zacharewicz
Corto, 8a fot. Tomek Zacharewicz

Tak, wiem, brzmi to trochę jak mantra, którą słyszeliśmy tyle razy:  chcieć to móc! Ale jednak naprawdę, jeśli zastanowimy się nad tym tematem trochę głębiej, to rzeczywiście stwierdzenie to nabiera sensu. Nie raz, gdy próbowałem zrobić trudną drogę i spadałem wciąż i na wciąż z tego samego miejsca, wiara w sukces zaczynała mi bardzo podupadać. Zauważyłem jednak, że kiedy w końcu udawało mi się przebrnąć przez kluczową sekwencję i wpiąć do łańcucha, to było to właśnie w tej próbie, kiedy w momencie wiązania się liną naprawdę uwierzyłem, że się uda

Z psychologicznego punktu widzenia takie głębokie przekonanie wpływa na wzrost poziomu sprawczości, który z kolei aktywuje w nas poczucie pewności siebie i optymizm, a te czynniki zdecydowanie powiększają szansę na sukces.

Jednak sprawa nie jest tak prosta. Ile razy przychodząc na ścianę, czy kręcąc się pod skałką słyszymy wiesz co stary, ale nie mam formy!.  Są dwa główne powody, dla których możemy używać tej magicznej frazy:

  • Naprawdę nie mamy formy – tego przypadku nie będziemy analizować, przydatnym rozwiązaniem, obok treningu mentalnego będzie campus, drążek i kreatyna ;)
  • Mamy formę, ale mówimy tak na wszelki wypadek. Właśnie ten przypadek będzie nas interesował. 

Zjawisko takie zostało nazwane w psychologii samoutrudnianiem. Jednak, pomimo tego, że wydaje się to nielogiczne (przecież przed chwilą pisałeś o tym, żeby tak nie mówić!), takie rzucanie sobie kłód pod nogi może mieć pozytywne konsekwencje.

Julia ciśnie w austriackim Zoo
Julia ciśnie w austriackim Zoo


To nie mój dzień

Co nam daje takie mówienie krytycznych uwag na temat swojej formy? Przede wszystkim powoduje, że pozbywamy się oczekiwań ze strony innych. Jeśli już tydzień przed zawodami będziemy rozgłaszać na wszystkich portalach społecznościowych, że będziemy cisnąć tą drogę, że na pewno zrobimy i że to będzie show stulecia, to wszyscy wokół będą oczekiwać, że wydarzy się coś niesamowitego i może nawet zaproszą swoich krewnych żeby zobaczyli pokaz nadludzkich umiejętności. Oczekiwanie innych odnośnie wyników twojej próby na drodze może okazać się paraliżujące i zamiast na wspinaniu, dokładnym wstawianiu nóg i kontroli oddechu, będziemy się bardziej skupiać nad tym, co pomyślą inni. Oczywiście sytuacja jest dość mocno przerysowana, jednak pokazuje, że często taktykę pod tytułem nie mam formy stosujemy, aby w jak najmniejszym stopniu wystawić się na działanie pod czyjąkolwiek presją.

Inną pozytywną stroną jest to, że w momencie, gdy będziemy mówić dookoła, że nie jest to nasz dzień, a odniesiemy jednak sukces, to będzie on miał większą wartość za sprawą kontrastu wytworzonego między tym, co deklarowaliśmy, a tym co się stało. No bo przecież jeśli uda nam się zrobić najlepszą drogę w drugi dzień wspinaczkowy, bez formy i po zeszłowieczornej imprezie to będzie to dużo bardziej imponujące, niż gdybyśmy deklarowali, że czujemy się dobrze, jesteśmy wypoczęci, wyspani i przygotowani. Wtedy wszyscy, prawdopodobnie łącznie z nami pomyśleliby no tak, dziwne by było, gdyby się nie udało. Nie przyłapaliście się nigdy na takich myślach po obejrzeniu filmu z Adamem Ondrą, który w bardzo kompleksowy i pracochłonny sposób przygotowywał się do przejścia najtrudniejszych dróg? Słyszałem wiele opinii, w stylu no ale on tam tyle czasu spędził i tyle trenował, że nie jest to nic niesamowitego

Mikołaj na Rain Man, 8a, Zillertal
Mikołaj na Rain Man, 8a, Zillertal

Być może, masz teraz wrażenie, że to co napisałem wyklucza się. Poszerzanie swojej expected performance zone nawet na poziomie werbalnym, a z drugiej strony argumenty, jakie przedstawiłem, przemawiające za przydatnością krytycznych uwag odnośnie swojej dyspozycji. Jednak ma to sens. Inne badania udowodniły, że najlepsze wyniki osiągają osoby, które prywatnie oczekiwały sukcesu, jednocześnie mając świadomość, że ich publika oczekuje od nich wyniku przeciętnego

Zgodnie z tym najlepszą receptą wydają się ostrożne deklaracje na temat wyników swojego występu czy wstawki w drogę, jednak przy odpowiednio wysokim poziomie wewnętrznej wiary w sukces. A wszystko poprzedzone oczywiście rzetelnym treningiem.


Piotrek Białas


Chodziło mi o przedstawienie pewnego schematu w jakim funkcjonujemy. Wiadomo, że czasem są takie sytuacje, kiedy potrzebujemy zebrać dużą publikę bo doping przyjaznych nam ludzi połączony z poczuciem pewnej presji jaką wywiera są konieczne dla nas w tym momencie do zrobienia drogi życia czy startu w finałach w jakiś zawodach. Jednak na poziomie ogólnym poszukujemy raczej możliwości na obniżenie niż podwyższenie oczekiwań z zewnątrz. I o takiej generalnej tendencji jest ten tekst. 

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów