#dzikiblog

O walce z psychą na kursie skałkowym

Kinga Łączkowska

Kinga Łączkowska 
Z innnej planety


Jestem takim trochę Januszem wspinania. Wspinałam sie zawsze na chillu i nigdy bez ciśnienia na cyfrę. Wszystko co wiedziałam o wspinaniu wiedziałam od znajomych. Albo znajomych znajomych. Albo z internetu. Ale miałam też spore braki w tej wiedzy. Dlaczego tak? Ano dlatego, że moja przygoda ze wspinaniem zaczęła się w zasadzie trzy lata temu. Gdybym przykręciła wtedy śrubkę, dziś pewnie byłabym jakimś kozakiem i wspinanie byłoby bardziej pro. Ale nie jest. W ciągu tych trzech lat miałam sporo mniejszych i większych przerw. Jak wspomniałam też, nigdy nie miałam ciśnienia na cyfrę więc to wszystko było raczej dla funu.

Dozentówka (IV+ / Zipserowa Czuba / Sokoliki) / zinnnejplanety
Dozentówka (IV+ / Zipserowa Czuba / Sokoliki) / zinnnejplanety


A po co mi to w zasadzie..?

W tym roku zrobiłam kurs skałkowy. Dlaczego dopiero teraz i po co w zasadzie? Powodów jest kilka. Po pierwsze moim głównym celem i marzeniem jest kurs taternicki. Żeby móc się tam dostać potrzeba zaświadczenia o odbyciu i pozytywnym zaliczeniu kursu skałkowego zgodnego z programem PZA. Po drugie tak dla samej siebie i poszerzenia wiedzy w tym temacie.


A więc jak było?

Mój kurs odbywał się latem. Niestety warunków letnich nie było przez żaden z sześciu dni. Przez znaczną większość czasu ubrani byliśmy na cebulkę i modliliśmy się o lepszą pogodę. Jak to mówią - warun jest w głowie i na kursie mieliśmy tego idealny przykład. :)

Sporo osób pytało mnie później o wrażenia z kursu, pisząc, że sami na takowy jadą lub chcieliby pojechać i chcą poznać opinię. Ciężko jest to porównywać, bo instruktorów jest cała masa i nigdy nie wiadomo na kogo się trafi. My akurat lepiej trafić nie mogliśmy. Sławek miał do nas anielską cierpliwość i całość przebiegła w przyjemnej kumpelskiej atmosferze.

Obawiałam się na kursie tylko jednej rzeczy - wspinania tradowego. Nigdy wcześniej nie miałam okazji tego spóbować i na samą myśl ogarniało mnie lekkie przerażenie. Pierwszy dzień kursu minął nam na utrwaleniu podstaw i drogach sportowych. Drugiego dnia przyszła pora aby oswoić demona - czyli zaczęliśmy przygodę ze wspinaniem tradowym. Na dobry początek zapoznanie się ze sprzętem i z poziomu ziemi nauka osadzania kości i friendów. Kiedy podstawy mieliśmy już opanowane, przyszła pora aby stawić czoła pierwszym tradowym wyzwaniom. Tego dnia udało nam się zrobić dwie drogi na własnej asekuracji, które mimo, że zrobione “na drugiego” zostawiły ślad w mojej psychice, więc muszę tam kiedyś wrócić i je odczarować, tak zeby nie pozostawał niesmak. ;) 

Po Świerkowym Zacięciu / Fajka / zinnnejplanety
Po Świerkowym Zacięciu / Fajka / zinnnejplanety

Pewnie wielu z Was zastanawia się co tam się takiego stało, że pozostawiło to po sobie nie takie najlepsze wspomnienia. Pierwsza to Świerkowe Zacięcie (TRAD III) na Fajce w Rudawach Janowickich. Zostawiła ślad, tylko dlatego, że była pierwsza. Druga to Przez Okno (TRAD IV+), również na Fajce. Droga nie spodobała mi sie już od samego początku, gdyż łączyła w sobie dwie rzeczy, w których nie czuje się pewnie - rysa + tarciowa płyta. A do tego wszystkiego jakoś trzeba było ściągnąć przeloty. Po dość konkretnej walce udało się dobrnąć do małej jaskini (chyba tytułowego okna). Drugi wyciag, choć krótki przypadł mnie. Nie był taki znowu najmilszy, ale po dojściu do stanowiska poczułam ulgę, że to już chyba koniec. No właśnie - chyba. W tym momencie nie wiedziałam, że najgorsze dopiero przede mną. Moja psycha tego dnia już niżej upaść nie mogła, a przynajmniej tak mi się wydawało. Trzeci wyciąg pokonałam jako druga, ze łzami w oczach, ale w tym momencie jestem wdzięczna, że jednak to zrobiłam. Niestety tego dnia miałam mocno pod górkę, chyba w każdym aspekcie. Po wpięciu się do stanowiska i zrobieniu auto myślałam, że to już naprawdę koniec. Wyżej już się nie da, to teraz już tylko na dół. Tylko stanowisko zjazdowe.. było zupełnie gdzieś indziej. Może nie zupełnie, ale było niżej. Oznaczało to, że trzeba było przepiąć się w to dolne a potem jeszcze tam zejść. Nie wiem jak w tym całym stresie i nerwach tam zeszłam, jak się przewiązałam i jak zjechałam. Pamiętam tylko moment kiedy moje stopy stanęły na ziemi i tą ogromną ulgę i radość. Mimo tego wszystkie strachy zostały w pewnym sensie pokonane i zdaję sobie sprawę, że gdyby nie kurs pewnie dużo ciężej byłoby mi to wszystko przełamać.

Swoją pierwszą tradową drogę, a w zasadzie jej drugi wyciąg poprowadziłam dopiero trzeciego dnia, na Krzyżnej Górze. Był to fragment, wyceniony za III. Niby nic, ale robiło wrażenie. A pogoda ani trochę nie sprzyjała. Kiedy szczęśliwie udało się drogę skończyć i stanęłam bezpiecznie na punkcie widokowym na samej górze byłam z siebie dumna, że dałam radę. Niestety po ściągnięciu Eweliny na górę, musiałyśmy ewakuować się już schodami, gdyż zbliżała się ogromna ściana deszczu.

Fajka / Przez Okno / zinnnejplanety
Fajka / Przez Okno / zinnnejplanety

Krzyżna Góra / zinnnejplanety
Krzyżna Góra / zinnnejplanety


Jedną z dróg, które również utkwiły mi w pamięci jest na pewno Czołg na Sokoliku Dużym. Droga wyceniona na IV (oba wyciagi). Pierwszy wyciąg zrobiony jako druga a z kolei drugi wyciąg zrobiony jako pierwsza. ;) Na pierwszym wyciągu jest dość śmieszny moment z małą jaskinią, przez który trzeba się po prostu przeczołgać. Jeśli ktoś nie lubi małych i ciasnych pomieszczeń, to może mieć problem większy niż np. z samą wysokością. Mnie osobiście ten fragment przeraził bardziej niż samo prowadzenie drugiego wyciągu. Dlatego droga zapisała się w mojej pamięci, raczej na długo.

Piątego dnia działaliśmy na Krzywej Turni. Ten dzień był cieżki już chyba dla wszystkich. Byliśmy już zmęczeni i psychicznie i fizycznie. A pogodą chyba jeszcze bardziej. Ostatniego dnia było już bardzo spokojne, chilloutowe wspinanie na Jastrzębiej Turni.


Podsumowanie

W książce Trening Wspinaczkowy Erica Horsta przeczytałam kiedyś, że trzeba kochać wspinanie mimo wszystko. Nie ważne czy jest to perfekcyjne poprowadzenie drogi czy bolesna walka z przeciwnościami, bo dzięki temu stajemy się lepszym wspinaczem i bardziej odpornym człowiekiem. Na kursie, poza dwoma wspomnianymi już drogami, stoczyłam wiele innych wojen z własną psychą, która niekiedy siadała totalnie i jedyne o czym marzyłam to żeby już zjechać na dół i mieć to wszystko za sobą. Po kursie jest dużo mocniejsza niż była i za to jestem ogromnie wdzięczna. Sławkowi - że wytrzymał moje marudzenie. Sobie - że dałam radę mimo leżącej psychy działać i pokonywać kolejne drogi.

:) / zinnnejplanety
:) / zinnnejplanety

I jeszcze parę zdjeć z kursu. :) 

Lewo: Zjazd z Fajki (Rudawy) / Prawo: Jastrzębia Turnia / zinnnejplanety
Lewo: Zjazd z Fajki (Rudawy) / Prawo: Jastrzębia Turnia / zinnnejplanety

:) / zinnnejplanety
:) / zinnnejplanety

Sokolik Mały, Kroczek / Przegląd szpeju / Widok z Fajki / Deszczowy powrót / zinnnejplanety
Sokolik Mały, Kroczek / Przegląd szpeju / Widok z Fajki / Deszczowy powrót / zinnnejplanety


Więcej świata oderwanego od szarej rzeczywistości znajdziecie >> tutaj <<

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów