#dzikiblog

I znów przyszła jesień. O zawodach, paczkach i rabialnej jedynce.

Julia Leonardi
Julia Leonardi

I znów przyszła jesień, znów trzeba pożegnać większość naszego wolnego czasu, powoli oswoić się z brakiem codziennego kontaktu ze skałką i przeprosić się z plastikowymi przyjaciółmi na panelu. Czas i wstawać wcześniej i żyć szybciej i trenować lepiej. Tym bardziej trudno mi przestawić się na ten tryb, że właśnie najdłuższe, bo aż czteromiesięczne, wakacje zniknęły gdzieś zupełnie. Jednak mimo dość nostalgicznie brzmiących paru pierwszych zdań, fakty te nie były w moim przypadku powodem do rozpaczy! Bowiem właśnie w takich okolicznościach rozpoczyna się sezon na mniejsze i większe potyczki, zawody, rozgrywki i zabawy balderowe, których osobiście jestem ogromną fanką! I tak właśnie, tydzień po rozpoczęciu mojego pierwszego roku akademickiego na Politechnice Warszawskiej przyszedł czas na jedne z bardziej przeze mnie wyczekiwanych zawodów: AIX only – wszystkie chwyty zabronione!

Bardziej niż forma zawodów cieszyła mnie ich lokalizacja – Obiekto, czyli obecnie najbardziej klimatyczna balderownia w Warszawie. Było oczywistym, że w zawodach wystartuję, szczególnie że miałam porachunki do wyrównania z zawodami na Obiekto, w których przez ostatnie dwa lata notorycznie zajmowałam po eliminacjach haniebne, pierwsze miejsce pod kreską. Można powiedzieć, że znudziło mi się słuchanie pocieszeń i zapewnień o tym, jak ładnie cisnęłam i że następnym razem to już na pewno pocisnę do finałów. W związku z powyższym postanowiłam, iż tym razem uda mi się powspinać tak, by tych zapewnień i pocieszeń nie musieć już słuchać.

Jednak jak to bywa z postanowieniami, gdy już zapadną, człowieka zaczynają nękać wątpliwości: „A może pierwsze miejsce pod kreską to właśnie moje miejsce”, „Przyjadą silne laski z Krakowa, zawsze mnie z finału wyrzucały, czemu tym razem ma być inaczej?”, „Przecież nawet nie trenowałam pod zawody, poza tym jestem po ponadmiesięcznym tripie z liną”… Jednak finał na Obiekto był moim dużym marzeniem, a paczki to moja mocna strona, tak więc weszłam na rundę eliminacyjną w piątek (6.10.2017) o 21:00 z mętlikiem w głowie.

Julia Leonardi w eliminacjach (fot. Olga Wieczorek)
Baldy eliminacyjne (fot. Olga Wieczorek)

Na szczęście już po paru przystawkach zapomniałam o jakichkolwiek negatywnych myślach i tylko cieszyłam się wspinaniem! Baldy były świetnie ułożone, każdy z nich w innym stylu i każdy sprawiający dużo radości przy wspinaniu. Do tego towarzystwo bliskich mi ludzi (w tym Piotrka, z którym będę od następnego wpisu tworzyć tego bloga) pozwoliło mi zupełnie zatracić się na te 2 godziny trwania eliminacji. Nim się obejrzałam, do końca rundy zostało 40 minut, a mi 4 z 20 problemów do pokonania. Wynik wysoce satysfakcjonujący, jednak nauczona doświadczeniami z poprzednich zawodów nie przestałam cisnąć ani na chwilę, wiedząc że silne dziewczyny dopiero wystartują i przeczuwając, że prawdopodobnie będą miały o ten jeden top/ flesz/ bonus więcej ode mnie, który zadecyduje o finale. Jednak po 40 minutowej batalii w rubryczce ‘TOPY’ nie mogę pochwalić się większą liczbą niż 16. Tak więc kończę eliminacje tak jak je zaczęłam: zmieszana i niepewna. Jak się okazuje następnego dnia – niesłusznie, albowiem po niespełna 20 godzinach znam werdykt: wchodzę do finału z drugiej pozycji! Szczęście tym większe, że na liście finalistek widzę nazwiska samych super dziewczyn, z którymi zmierzyć się będzie wielką przyjemnością.

Finały (fot. Celestyna Król)
Finały (fot. Celestyna Król)

I tak, w bezstresowej atmosferze, zaraz po finałach facetów (no może z lekką obsuwą ;) ), rozpoczyna się mój wymarzony finał. Do pokonania trzy baldery: dach, czujny pion i… skok przez rzeczkę. Od razu przetwarzam informacje: jedynka – rabialna, dwójka – mój styl, do zrobienia i trójka – ANTYJULKOWY BOULDER. Jednak kolejne wstawki weryfikują mój tok myślenia, i tak z jedynki wracam z bonusem, z dwójki ze spuszczoną głową a z trójki z topem w drugiej próbie! Jak? Czemu? No cóż, okazuje się, że finały potrafią być bardziej zaskakujące niż myślałam ;). Ostatecznie zajmuję drugie miejsce, ciesząc się, że mogłam powspinać się po świetnie nakręconych problemach finałowych w super atmosferze. Na pierwsze miejsce wskakuje Daszka Brylova, a tuż za mną plasuje się Ewa Załuska.

Daria Brylova, Julia Leonardi i Ewa Załuska na podium
Daszka, Julia i Ewa na podium! (fot. Celestyna Król)

Minął już ponad tydzień od tego finału, a mi wciąż cieszy się twarz, gdy o nim pomyślę, co więcej wydaje mi się, że chwilę tak jeszcze zostanie. Chciałam bardzo podziękować całej ekipie Obiekto za zorganizowanie wspaniałych zawodów z naprawdę świetnymi baldami, oraz pogratulować wszystkim finalistkom (i finalistom) tego wieczoru! Nie mogę doczekać się kolejnych zawodów! Tymczasem szykuję formę na balderki w Fontainbleau, gdzie jadę z Piotrkiem już za niecałe dwa tygodnie! Ale o tym w następnym (już wspólnym) wpisie ;). 

Siemka! 

Julka.


Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów